6:50 dzwoni zegar. Tak ciężko jest się podnieść, aby go wyłączyć… Po drodze potykam się o przewód – dlaczego ja wczoraj nie posprzątałem?
7:00 czas coś zjeść, zrobić sobie coś do pracy. W lodówce znów nic nie ma…
8:00 wychodzę z domu. Trzeba iść sobie kupić jakąś wodę mineralną do pracy.
9:00 jestem w pracy. Godzinę przed czasem. Zasiadam przed komputerem. Odpalam maszynę. Próbuję włączyć radio. Włączam słyszę lady punk… Ile można w koło puszczać to samo. Zmieniam stację na inną… po 10 minutach leci lady punk… Zmieniam stację na inną… Msza. Zmieniam stację na inną… brak stacji. Wyłączam radio. Klikam na piękną ikonkę o nazwie Lotus Notes… chwila prawdy… Przez 24 godziny mojej nieobecności w pracy dostałem 350 wiadomości… Jak dobrze, że w Lotus Notes można stosować reguły. Ilość maili do mnie zmniejsza się automatycznie do 30. Jednak resztę trzeba przepatrzeć. Może ktoś z grupy czegoś nie zrobił/ominął/nie chciało mu się, ponieważ sądzi, iż jest do wyższych celów stworzony/nie było nikogo w pracy i trzeba to koniecznie zrobić. Czytanie maili zajmuje mi jakieś 10 -20 minut. Czytam nagłówki. Jeśli na cokolwiek jest : RE lub PD, to nawet tego nie otwieram. Wciskam magiczne delete i po problemie. W tle leci oczywiście replikacja na wypadek, gdyby po miesiącu czasu komuś z “grupy trzymającej władze” przypomniało się, iż ta sprawa miała podwójne dno. W między czasie już dzwonią… Ze wszystkich stron. Do tego dochodzi jeszcze kierownik. On też chce, abym już zaczął działać. Odpalam aplikację. Loguję się.
10:00 trzeba zrobić raport. Nie chce mi się. Na szczęście są Ci, którzy mogą to zrobić za mnie. Ja w między czasie znów czytam maile, sprawdzam pocztę itp. Raporty zrobione, trzeba teraz wyjaśnić inne raporty… W między czasie robię kilka rzeczy, o które proszą w mailach.
13:00 grubsza awaria aplikacji wspierającej. Dzwonię do Czech na hotline. Tam słyszę tylko gość się przedstawia, ja mu nawijam 10 minut szczegóły po angielsku, on do mnie : ok. I check this and i call back. Po pół godzinie dzwoni i mówi : I must restart *** server. Tak jest zawsze… Ehh te aplikacje bazodanowe… pomaga im jak zwykle restart serwera.
W między czasie odbieram setki telefonów, poprawiam tysiące parametrów i błędów innych osób, do tego wysłuchuje od wszystkich jaki to ten system jest be i jest niedobry… Ciekawe… Wg. wszystkich jest to najlepszy system na świecie, do kompleksowego zarządzania przedsiębiorstwem.
Dzwonie to sił wyższych. Mówię, że filie mają problemy i proszę o reakcję. OK rekacja jest, jednak spóźniona. Szukam i szukam. Znalazłem kogoś, kto totalnie miesza. Dzwonię na odpowiedni dział, proszę tę osobę o przyjście do mnie, celem opier… wytłumaczenia, że tak nie można, że jest to sprzeczne z tysiącami zasad, procedur, wymogów itp. Gość przychodzi. Mówi, że to nie on. Pokazuję mu logi. Wtedy coś zaczyna ściemniać. Odpalam system testowy. Gość pokazuje mi jak pracuje. Niby wszystko robi ok… Jednak nie chce mi się mu wierzyć.
14:00 nie mam już siły odbierać telefonu. Odbieram na głośnomówiącym. Rozmowy słychać we wszystkich przyległych biurach. Znów coś jest nie tak. Sprawdzam statusy. Oczywiście pan Jan Kowalski dał ciała. Chciał zrobić coś szybciej, jednak mu nie wyszło. Poprawiam statusy, potwierdzam zlecenia itp. Piszę maila do jego kierownika z prośbą o przeszkolenie.
15:00 zaczyna się sprawdzanie. Każdego dnia jest tak samo. Tu coś nie tak, tam coś nie tak. Totalna egzotyka. Nie mam czasu nawet zjeść śniadania. Przychodzi “grupa trzymająca władzę” i chce jakieś raporty/statystyki/tabelki/cholera wie co. Mają być na wczoraj. Siedzę więc i robię wszystko na raz.
17:00 uff. W biurach już prawie nikogo nie ma. Zostałem sam. Przygotowuję więc powoli wszystko dla kolegi, który będzie w nocy. Wreszcie mogę zjeść śniadanie.
17:40 na 20 minut przed końcem pracy oczywiście telefon. Jest sprawa i trzeba ją wykonać na wczoraj. Jak zwykle o tej godzinie się komuś przypomina, że jest jeszcze coś…
Już myślałem, że wyjdę normalnie z pracy… Jak zawsze wyjdę później. Dobrze, że do domu blisko. Tylko 15 minut spacerkiem. Szkoda, że trzeba przechodzić przez autostradę A1…
18:15 powinienem być już na dole, na przystanku i czekać na autobus komunikacji miejskiej. Siedzę i dalej rozwiązuję problem. Napisałem na szybko Quera mimo, iż mi nie wolno (podobno to wiedza tylko dla wtajemniczonych. Ja nim nie jestem ale mimo to piszę query i to namiętnie. Inaczej bym musiał chyba siedzieć po 14 godzin w pracy, aby zaspokoić wszystkich – bez podtekstów). Wyciągnąłem, co miałem wyciągnąć i go kasuje. Pewnie rano przyjdzie mail – why itp
18:30 idę do domu
19:00 włączam tv i notebooka – czas odpocząć od tych niebieskich okienek. Znowu coś w polityce nie tak. Wszędzie o tym piszą… w RSS na co trzeciej stronie… już nawet na bash-u o tym mówią… Ehh. Szkoda gadać. Jem obiad i zarazem kolację.
Siedzę do późna. Ciągle tylko ctrl+a+p albo ctrl+a+n. Trochę popiszę na irc. Odwiedzę wszystkie strony, które zwykle odwiedzam. Idę spać.
Tak.. tak wygląda w wielkim skrócie praca koordynatora SAP. Ciągle się coś dzieje. Zawsze jest co robić itp.
Dla tych, którzy chcą pracować jak ja polecam :
http://www.sap.com/poland/careers/index.epx
http://help.sap.com/ – dość dobry help
PS. chyba wracam do blogowania.